A mówi się że instalacja Gentoo jest trudna ;)
Gentoo powoli mógłbym instalować bez handbooka, natomiast rozłożył mnie na łopatki najnowszy produkt Microsoftu. Kierowany czystą ciekawością, pomijając miliony kontrowersji wynikających z chorych technologii DRM zaimplementowanych w tym systemie, pomijając wymagania sprzętowe, które na szczęście mój sprzęt spełnia, postanowiłem zobaczyć na własne oczy najnowsze dziecko firmy z Redmond. Z trudem marnuję na to swój czas, ale wypada to “cudo” zobaczyć…
Tak wiec radośnie przystąpiłem do działania, wypalając DVD – i tu pierwsza moja myśl – niepojętym dla mnie jest fakt, że system operacyjny z przeglądarką internetową, media playerem, paintem, word padem, saperem oraz pasjansem może zajmować ponad 3GB. Ubuntu ma wiele więcej + pakiet biurowy, dodatkowo możliwość działania jako LiveCD, a mieści się na jednej płycie CD (700MB) – programiści Open Source to geniusze, czy może w MS pracują debile? Mimo wszystko, postanowiłem zabrać się za instalację. Zabootowałem swój komputer z CD no i czekam, czekam, czekam – ciekawe czy to standardowe zachowanie czy moje 11 partycji Linuksowych przyprawia instalator Visty o zawrót głowy ;) – W końcu jakimś cudem system zajarzył. Ucieszony zaznaczam swoje 10GB wolnego miejsca na końcu dysku by tam się zainstalował – error :D – potrzeba 14GB. Tak więc restartuję komputer, powiększam partycję do 15GB, dochodzę do punktu tworzenia partycji – 15GB to też za mało – potrzeba 16 z małym haczykiem (a dałbym sobie głowę uciąć że chciał tylko 14GB poprzednio). Znowu zmiana układu partycji – do 3 razy sztuka – odpalam instalator, posiadając 17GB wolnego miejsca na końcu dysku. Dochodzę do tworzenia partycji – 17GB już wystarcza, ale w zamian wita mnie cudny komunikat – nie ma partycji spełniających wymagane przez Vistę kryteria – lol!
Mało, że że to badziewie ma zajmować po instalacji 16GB (jasny gwint – ciągle nie pojmuję – przecież to tylko IE, Paint, notatnik itd…!) to do tego musi być na początku dysku! Każdy normalny Linux w dzisiejszych czasach potrafi się zainstalować wszędzie i na wszystkim, a nawet na kilku fizycznych dyskach. Tymczasem hipermegacudny_wszystkomający produkt MS, ma ograniczenia rodem z DOS…. Nie wiem czy śmiać się czy płakać, ale w sumie to do śmiechu mi bardziej – bo mogę się temu przyglądać z boku. Żal mi tych co wydali na ten system pieniądze, a tym bardziej tych którzy zrobili to świadomie, wiedząc o darmowej alternatywie.
Może kiedyś zrobię kolejne podejście, ale chyba nieprędko – mam czkawkę ;)