Miałem już o tym filmie napisać jakieś dwa wpisy temu, ponieważ widziałem go, o ile mnie pamięć nie myli, w zeszły czwartek. Nie ukrywam, że podchodziłem do niego z rezerwą – siostra bardzo chciała go zobaczyć, a ja postanowiłem się przysiąść na chwilę “tak od niechcenia” ;)
Tym większe było moje zdziwienie, gdy odkryłem, że nie potrafię oderwać się od oglądania. Ba! Ten film mnie po prostu wbił w fotel! Opowiada niesamowitą historię dwóch przyjaciółek, które jakby odrobinę wbrew swoim planom, wplątują się w związek, i to na dodatek z tym samym mężczyzną (kurde – ale szczęściarz ;) ). Jakby było mało, w całość wplątuje się jeszcze była żona wspomnianego szczęściarza (Penelope Cruz).
W samej fabule nie było by nic niesamowitego, gdyby nie sposób, w jaki cała historia została opowiedziana przez Woody’ego Allena – narracja, co chwilę przeplata się normalną grą aktorów, dzięki czemu skupiamy się na tym co istotne. Jeśli raz jeszcze kiedyś postanowię zobaczyć ten film, to genialne dialogi na pewno będą jednym z wielu powodów – proste, naturalne, świetnie zagrane. Cały ten film to mistrzostwo, w każdym aspekcie. Nawet ścieżka dźwiękowa ma to magiczne coś, co nie pozwala o tym filmie łatwo zapomnieć… Coś, co każe o nim napisać, nawet gdy miało się w zamiarze temat odpuścić :)