Napisane przez: karolad | 14/09/2009

Mistrzowie :)

Cholera, to było genialne. Pierwszy raz w życiu równie bardzo jak na koncercie chciałem być przed telewizorem. Jednak mimo wszystko musiałem zadowolić się przeglądnięciem ciekawszych fragmentów wczorajszego meczu na YouTube. Fakt jednak faktem, że znając wynik nie ma już nawet połowy emocji jakie potrafi wywołać długi set z walką “punkt za punkt” w końcówce i kilkoma piłkami setowymi. Takich chwil grozy, takiego napięcia nie generuje chyba żaden inny sport zespołowy z piłką w roli głównej!

Czytając wczoraj w nocy po powrocie z koncertu wszelkie relacje dotyczące naszej drogi do mistrzostwa, natrafiłem na tekst, który w stu procentach odzwierciedla moje odczucia jako kibica siatkówki. Gdzieś tam, dzięki wielkiej medialnej machinie, ograniczonej jak zwykle do tematu piłki nożnej, utonęły wszystkie sukcesy, które doprowadziły naszych siatkarzy na szczyt. Wystarczy wspomnieć, że nasza liga stoi na absolutnie najwyższym światowym poziomie, na naszych parkietach grają największe światowe gwiazdy siatkarskie, na meczach ligowych wszystkie hale zapełnione są po brzegi a biało-czerwony katowicki Spodek i atmosfera w nim panująca stały się czymś, czego zazdrości nam cały świat. A w tym kraju ciągle zanim wspomni się o siatkarzach, lecą relacje ustawionych meczy piłkarskich aż do poziomu okręgówki… Być może wreszcie ktoś przejrzy na oczy. Być może oczy otworzą takie artykuły jak ten.

Teraz jeszcze o innych mistrzach – podobnie jak siatkarze, mistrzach od występów “na żywo”. To był już mój drugi koncert Kazika na Żywo, zwanego również Kaenżetem, tudzież po prostu KNŻ :) Ciągle jestem pod wrażeniem energii jaką ten zespół jest w stanie uwolnić z publiki. Genialny repertuar, niesamowici ludzie i nieprzypadkowa publika – lepszej mieszanki koncertowej ze świeczką szukać w polskiej muzyce rockowej! No chyba, że by brać pod uwagę Kult ;)

Napisane przez: karolad | 17/08/2009

Mała Fatra – zdjęcia :)

Kolano dziś już mnie nie boli, ale jednego jestem pewny – takich zakwasów jeszcze w życiu nie miałem. Nawet rowerowa pętla w Karkonoszach, o której pisałem jakiś czas temu tak mnie nie rozwaliła. Najśmieszniejsze jest to, że mam zakwasy nawet w mięśniach rąk -więc wychodzi na to, że jak Rafał trasę wymyśli, to nawet tych śmiesznych kijków do nordic walkingu nie trzeba by całe ciało pracowało ;)

Wczoraj pisałem o linkowaniu “relacji” z fotkami – stwierdziłem jednak, że będzie to niezbyt wygodne i postanowiłem zdjęcia zaopatrzyć w opisy na Picasa Web. Tak więc zapraszam do galerii: klik

Jak zwykle na zachętę wrzucam 3 fotografie w małym formacie :)

DSC06533

DSC06545

DSC06613

PS: Jeśli ktoś chciałby zdjęcie na tapetę i ma monitor o wysokiej rozdzielczości, to służę oryginałami  3872 x 2692 px :)

Napisane przez: karolad | 16/08/2009

Mała Fatra – relacja :)

Było pięknie – zaliczyliśmy 3 szczyty z pasma Małej Fatry, nie zapłaciliśmy żadnego mandatu np. za brak nożyczek w apteczce, czy brak zapasowej żarówki od lewego kierunkowskazu bocznego ;)

Pierwszy widok Małej Fatry, jeszcze z samochodu, zapowiadał świetną wycieczkę – spodziewałem się takich trochę większych Beskidów a ujrzałem dziś takie trochę mniejsze Tatry. Mała Fatra jest jakby skompresowana – na pierwszy rzut oka widać strome zbocza, dzięki czemu, nawet małe górki wydają się być jakby większe.

Przyjechaliśmy na parking w miejscowości Stefanova, położony około 600m n.p.m. , skąd udaliśmy się najpierw zielonym, a później niebieskim szlakiem w okolice przełęczy dzielącej Mały i Wielki Rozsutec (1200m n.p.m.). Tutaj już były pierwsze atrakcje, gdyż szlak prowadził po kładkach, drabinkach i łańcuchach wzdłuż strumyka z mnóstwem małych wodospadów. Kawałek przed przełęczą zatrzymaliśmy się by zjeść śniadanie i chwilę odetchnąć przed podejściem na Wielki Rozsutec (na który mieliśmy stamtąd znakomity widok). Mimo, że góra wyglądała dość nieprzyjaźnie, sam szlak na nią prowadzący (czerwony) okazał się być zupełnie inny, niż mogło by się wydawać. Momentami były łańcuchy, ale równie dobrze mogło by ich nie być, natomiast widoki były co najmniej znakomite, gdyż szlak od pewnego momentu wił się granią poprzez kilka skałek prowadzących na szczyt (1610m n.p.m.). Stamtąd, stromym, skalistym, obfitującym w łańcuchy szlakiem zeszliśmy na przełęcz Medziholie (1185 m n.p.m.), gdzie zrobiliśmy sobie drugi przystanek. Tam już zacząłem marzyć o 1,5 litrowej butelce mineralki, którą bym  rozpracował w max 30 sekund. ;) Po chwili przerwy ruszyliśmy (dalej czerwonym szlakiem) na szczyt Stoh, mający o 3m mniej od poprzedniego, czyli 1607m n.p.m. Szlak wiodący na Stoch i dalej w kierunku przełęczy Stohowej jest dokładnie taki, jak można by się tego spodziewać, patrząc na samą górę – jest łagodny jak baranek, przy okazji będąc dokładnym przeciwieństwem szlaku na Rozsutec  – wspinaczkę przez zbocza porośnięte kosodrzewiną zastępuje tutaj monotonna wędrówka przez trawy, borówki i… najbardziej malinowo smakujące maliny na świecie. ;) Z przełęczy Stohowej pozostało jeszcze wyjść na ostatnią już górkę, czyli Południowy Groń (1460m n.p.m.), by dalej odbić żółtym szlakiem w kierunku schroniska, gdzie za dwa ostatnie Euro jakie mi zostały, kupiłem dwie mineralki 0,7l, opróżniając od razu jedną w 15 sekund ;) Potem już tylko niebieskim szlakiem prosto na parking i 115km do domu samochodem :)

Jutro postaram się ten tekst zlinkować z fotkami, które wrzucę na Picasa Web Albums – na dziś powoli już padam na klawiaturę. Boli mnie ogólnie prawie wszystko, a najbardziej lewe kolano, dzięki czemu chodzę jak pokraka. ;) Do tego opalony na twarzy jestem jak pomieszanie rolnika z Indianinem. Pozytywny tylko w tym wszystkim jest fakt, że mam urlop i jutro mogę spać tak długo aż się wyśpię! :D

Napisane przez: karolad | 15/08/2009

Jutro w góry! :)

Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to jutro zaliczymy zgraną paczką jakiś szczyt należący do Małej Fatry na Słowacji :) Jaki dokładnie to pewnie ustalimy jutro rano w samochodzie. Nie mogę się doczekać :)

A wiele wskazuje na to, że wszystko po myśli pójdzie – już skołowałem apteczkę, która w razie czego powinna zadowolić słowackich policjantów (odpukać w niemalowane, bo pewnie i tak by coś znaleźli ;) ) jak również odpowiednią liczbę kamizelek odblaskowych.  Obtarta pięta od ostatniego wypadu na Łysą Górę też już się wyleczyła, a meteogram z meteo.pl na jutro wygląda niemalże perfekcyjnie :)

Będzie super!

Aaaa – prawie bym zapomniał – właśnie podłączyłem pod ładowarkę baterię z aparatu :)

Napisane przez: karolad | 31/07/2009

Klaksony w ruch w godzinę “W”! ;)

Właśnie usłyszałem w lokalnych wiadomościach, że władze Województwa Śląskiego, niczego specjalnego w związku z rocznicą Powstania Warszawskiego nie planują, jednakże, podobnie jak w całym kraju “zawyją syreny strażackie, a kierowcy powinni się zatrzymać i nacisnąć na klakson” ;)

O yeah! Pomysł stulecia!
Myślę, że w centrum dużego miasta, wystarczy jak się jeden nadgorliwy zatrzyma na środku ruchliwego skrzyżowania, a reszta to już sama naciśnie na klakson :D Niebywała skuteczność – po prostu wspaniałomyślne! :D

Napisane przez: karolad | 27/07/2009

PKI :-)

Chyba nie do końca świadomy tego co mnie czeka, namówiony przez mojego brata, wybrałem się z nim na maraton rowerowy, a dokładniej Pętlę Karkonosko-Izerską ;)

Cały maraton był podzielony na dwa dni, w których do przejechania mieliśmy w sumie około 200km (według obliczeń mojego GPS-a nawet 220km ;) ). Trasa przewidziana na dany dzień dzieliła się na odcinki z pomiarem czasu i dojazdowe, pomiędzy którymi można było coś zjeść i popić czymś izostaro-podobnym, rozdawanym na każdym kroku. Bardzo fajna atmosfera, fajni ludzie i fajna organizacja. Pomijając odcinki dojazdowe, gdzie trzeba było się doszukiwać niebieskich strzałek z podpisanych “PKI” na asfalcie i używając ich jako jedynego drogowskazu, to było super. Na odcinkach ściganych zabezpieczone było każde skrzyżowanie, każdy zakręt i każdy zjazd przez policję, straż i wszelkie inne służby ;)

Wszystko było by super, gdybym tylko nie musiał walczyć z moim rowerem MTB, oponami MTB i kondycją, która pozwoliła mi prześcignąć tylko kilku “dziadków” z końca tabeli ;) I teraz to na serio nie wiem, czy “dziadki” były tak dobrze wytrenowane, czy ze mną jest aż tak źle ;)

Jedno jest pewne – na Przełęcz Karkonoską (1198m n.p.n.) muszę wrócić! Może nawet jeszcze tego lata. Ja tam po prostu muszę wjechać bez dotknięcia stopą asfaltu! Podobno jest to najtrudniejszy podjazd szosowy w Polsce, z nachyleniem 19-24% na ostatnich 5km. Ja prowadziłem rower przez 50m na 7 kilometrze i potem przez 100m na ostatnim (11) kilometrze ;) To była jedyna szansa na odpoczynek. W sumie to i tak jestem z siebie dumny, biorąc pod uwagę fakt, że dzień wcześniej przejechałem 115km w deszczu i wjechałem bity gradem na Stóg Izerski (1170m n.p.m.) ;)

Właściwie to ekstremalne wrażenia towarzyszące pokonywaniu tych górek, po przejechaniu 90km danego dnia są niczym w porównaniu ze zjeżdżaniem z nich, w temperaturze poniżej 10 stopni C, będąc jednocześnie przemoczonym do suchej nitki.

Było więcej niż fajnie. Nawet rewelacyjnie. Pomijając moje czwarte od końca miejsce, skrajne wyczerpanie, gorączkę 38C wczoraj wieczorem prawdopodobnie z tego powodu, było na serio rewelacyjnie. Superowa przygoda, walka z własnym ciałem i poznanie kresu swoich możliwości :)

To bardzo fajna sprawa jechać sobie po zabezpieczonej drodze, spotkać się z jakimś bardzo miłym dopingiem i w ogóle uczestniczyć w takiej imprezie, poczuć jej klimat i atmosferę. Tak więc w przyszłym roku trzeba kupuić/poskładać coś na szosę, schudnąć parę kilo i powtórzyć wyczyn przesuwając się o kilka miejsc do przodu w klasyfikacji :)

Poniżej linki do mojego profilu na Nokia Sports Tracker z przebiegiem obu etapów:

Napisane przez: karolad | 25/06/2009

Deszczowe pomysły ;)

Ostrzegam – post komputerowy ;)

Przez ten deszcz wpadam na coraz to ciekawsze pomysły… ;)

No na przykład – czy jest klient SSH pod Symbiana? A cóż to SSH zapytacie?  – To sposób na konsolę (takiego jakby “DOS-a”), tyle że zdalnie – czyli przez sieć lokalną, internet itd. Można na przykład administrować serwerem, nudząc się w deszczowy dzień pod namiotami na wakacjach ;)

No więc klient jest – i to jaki fajny! :)

DSC05826

Napisane przez: karolad | 22/06/2009

Poszukiwania…

Piszę ten post, w nadziei, że Google zindeksuje tę stronę i mniej ludzi naszuka się tyle co ja…

E66/E71 to bardzo fajne telefony Nokii, z biznesowych serii. W szczególności E66 – fajna obudowa, dobra jakość wykonania i Symbian z GPS-em na pokładzie. Telefon ma jednak pewną “drobną” wadę – ikony jakby żywcem wyrwane z czasów windows 95 a może nawet 3.11. Na serio nie wiem jak można spłodzić coś aż tak brzydkiego w 21 wieku i jeszcze nazwać to stylem biznesowym ;)

Na dodatek, praktycznie nie ma skórek pod serię E Nokii, które mogły by podmienić wszystkie ikony – zawsze kilka ikon specyficznych dla tych modeli telefonów, jak również cała książka adresowa, zostawały w tym archaicznym wyjątkowo brzydkim stylu. Dopiero dzisiaj, natknąłem się na blogowy post który kierował do innego bloga (autora skórek), który to z kolei prowadził do strony ze skórkami dedykowanymi dla E-series :)

Krótko mówiąc – wreszcie!

Napisane przez: karolad | 21/06/2009

A to dlatego, że nie ma słońca…

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie ta zwrotka Czterech pokoi Kazika:

Polacy są tak agresywni, a to dlatego, że nie ma słońca
Nieomal przez siedem miesięcy w roku, a lato nie jest gorące
Tylko zimno i pada, zimno i pada na to miejsce w środku Europy
Gdzie ciągle samochody są kradzione, a waluta to polski złoty…

I jak tu nie przyznać racji? Ja jeszcze agresywny nie jestem, ale nie wiem jak długo wytrzymam. Od miesiąca albo wieje, albo leje, albo też zapierniczają czarne chmury z południa na północ, z północy na południe i z zachodu  na wschód, a czasami we wszystkich kierunkach jednocześnie ;) Jedno jest pewne – w ostatnich tygodniach wyjście na rower wymaga tyle determinacji co w środku zimy ;)
Muszę powiedzieć, że to właśnie dzisiaj moja determinacja w kwestii roweru sięgnęła zenitu i postanowiłem krótką trasę zrobić – 36,5km, przy czym już po 2km żałowałem, że oprócz bielizny z windstopperem nie założyłem zimowych rękawiczek ;)

A teraz odrobinę z innej beczki…

Całe szczęście pogoda była wczorajszego wieczora łaskawa w Czerwionce-Leszczynach na Festiwalu Piosenki Niemechanicznej „AROUND THE ROCK”. Bo chyba jeszcze o tym tutaj nie wspominałem, ale ostatnim wykonawcą był…. no zgadnijcie kto…. ;D  KULT! :)

Znowu nocny koncert i znowu z publiką która ledwo żyje. Było jednak lepiej niż na Muchowcu, mimo tego, że koncert zaczął się jakoś przed pierwszą w nocy – jakby bardziej pozytywna publika, jakby bardziej rockowa, mniej przypadkowa. No i miejsce – zwyczajny miejski park z ławczkami i mała kameralna scena :) Jendo jest pewne – nie żałuję, że wyrwałem się w środku nocy do Czerwionki :) Było po prostu fajnie i bardzo pozytywnie :)

Napisane przez: karolad | 16/06/2009

Vicky Cristina Barcelona

Miałem już o tym filmie napisać jakieś dwa wpisy temu, ponieważ widziałem go, o ile mnie pamięć nie myli, w zeszły czwartek. Nie ukrywam, że podchodziłem do niego z rezerwą – siostra bardzo chciała go zobaczyć, a ja postanowiłem się przysiąść na chwilę “tak od niechcenia” ;)

Tym większe było moje zdziwienie, gdy odkryłem, że nie potrafię oderwać się od oglądania. Ba! Ten film mnie po prostu wbił w fotel! Opowiada niesamowitą historię dwóch przyjaciółek, które jakby odrobinę wbrew swoim planom, wplątują się w związek, i to na dodatek z tym samym mężczyzną (kurde – ale szczęściarz ;) ). Jakby było mało, w całość wplątuje się jeszcze była żona wspomnianego szczęściarza (Penelope Cruz).

W samej fabule nie było by nic niesamowitego, gdyby nie sposób, w jaki cała historia została opowiedziana przez Woody’ego Allena – narracja, co chwilę przeplata się normalną grą aktorów, dzięki czemu skupiamy się na tym co istotne. Jeśli raz jeszcze kiedyś postanowię zobaczyć ten film, to genialne dialogi na pewno będą jednym z wielu powodów – proste, naturalne, świetnie zagrane. Cały ten film to mistrzostwo, w każdym aspekcie. Nawet ścieżka dźwiękowa ma to magiczne coś, co nie pozwala o tym filmie łatwo zapomnieć… Coś, co każe o nim napisać, nawet gdy miało się w zamiarze temat odpuścić :)

« Nowsze Posty - Starsze wpisy »

Kategorie